poniedziałek, 29 lutego 2016

łapka Felka

Tak wygląda łapka mojego Felka opisana przez lekarza, na podstawie badania tomograficznego:
"Wada rozwojowa kośćca kończyny piersiowej prawej.
Nieprawidłowo wykształcony dalszy koniec kości ramieniowej prawej, czego następstwem jest
nieprawidłowa budowa stawu łokciowego prawego.

Brak kości promieniowej prawej. Trzon kości łokciowej prawej zagięty.
Staw podramienno – nadgarstkowy nieprawidłowo wykształcony z nieprawidłową liczbą kości
nadgarstka oraz ustawieniem osi długiej prawej dłoni pod kątem ok 90 stopnia w stosunku do osi
długiej kości łokciowej.
Kościec dłoni prawej w granicach normy.
Nie stwierdzono zmian o charakterze pourazowym w badanym odcinku kośćca kończyny piersiowej
prawej."


piątek, 26 lutego 2016

Zła pogoda nie istnieje

 Nie ma czegoś takiego, jak zła pogoda, może być tylko nieodpowiednie ubranie. Deszcz, nie deszcz, wiatr, śnieg, wilgoć, ale spacer musi być, tak jak zawsze długi, spokojny, połączony z treningiem i aktywnością. Kiedy za oknem zimno, mokro i wietrznie. Zakładam kalosze i nieprzemakalną kurtkę. Najwygodniejsze kalosze to te piankowe, ocieplane. Są lekkie, wytrzymałe i bardzo wygodne.  Zabieram piłki, frisbee dla Pazurka, dla Felka smakołyki do kieszeni i w drogę. Deszcz stuka kroplami w mój kaptur, powietrze jest czyste, wilgotne przyjemne w "dotyku". Na podwarszawskich polach jesteśmy tylko my. Felek jak zawsze zwiedza po drodze zarośla, bada wydeptane przez zwierzęta ścieżki, szczytem jego marzeń jest wywęszyć bażanta. Pazur mniej skłonny do buszowania wśród krzaków trzyma się blisko z nadzieją, że w końcu zacznę rzucać mu jego ukochane piłki. Wracamy po godzinie zmoknięci ale szczęśliwi rozpalamy kominek, aby wspólnie się przy nim wygrzać.





czwartek, 25 lutego 2016

Felek na kawie

Dzisiejsze popołudnie Felka to między innymi wylegiwanie się na dywaniku w Costa Coffee. To niezwykłe i piękne jak zmienia się świadomość w Polsce i podejście do zwierząt. Felek został potraktowany jak gość honorowy. Baristka przyniosła mu miskę z wodą mimo, że o to nie prosiłam. Mogłam odpiąć smycz, aby Felek mógł poruszać się swobodnie po całym lokalu. Liczni goście kawiarni witali go z życzliwością i uśmiechem lub po prostu ignorowali kiedy węszył nieśmiało między stolikami. Mało tego, Felek spotkał na miejscu psiego kolegę, co sprawiło mu wiele radości. I nikt z obecnych nie miał problemu wynikającego z psiej obecności. Podczas gdy ja piłam kawę, mój pies leżał na wprost wejścia, witając każdego nowego gościa kawiarni.




poniedziałek, 22 lutego 2016

Zanim Łapek stał się Felkiem

Zanim Felek stał się Felkiem był Łapkiem. Takie imię nosił będąc pod opieką Ostrowieckiego Stowarzyszenia Przyjaciół Zwierząt Animals. Wielu życzliwych, dobrych ludzi pomagało Łapkowi w zbiórce pieniędzy na jego diagnozowanie, leczenie i początkowe utrzymanie. Był bazarek, gdzie licytowane były fanty podarowane przez przyjaciół Stowarzyszenia, była pomoc rzeczowa, nie zabrakło też wielu ciepłych słów wsparcia. Łapek miał swoje wydarzenie na FB (https://www.facebook.com/events/986388078093006/1012917855440028/), które pomogło zgromadzić ludzi o wielkich sercach a wraz z nimi niezbędne środki finansowe. Wydarzenie to stało się dla nas także swojego rodzaju świadectwem tego, że można wybrnąć nawet z sytuacji beznadziejnych, że każdy grosz jest cenny, że siła jest w jedności, że szczęście i dobro to wypadkowa decyzji i działań wielu ludzi. Każdy z nas jest częścią większej całości. Każdy z nas jest częścią świata i na ten świat ma wpływ. Szczęście to wybór, a wybór to decyzja. Czyniąc dobro w swoim otoczeniu nawet takie najmniejsze, zmieniamy ten świat na lepsze! Dzięki decyzji i działaniom ludzi Felek i ja jesteśmy dzisiaj rodziną.
Mamy moc zmieniani świata, świata wokół nas. Jest nas przecież tak wielu. Niech każdy zrobić codziennie coś dla drugiego stworzenia, człowieka, psa, kota ... jedną małą rzecz, albo wielką, jak kto woli. Obie są równie ważne, równie potrzebne. Mamy ogromną siłę sprawczą, uwierzmy w to wreszcie. Możemy codziennie czynić dobro i być szczęśliwi, bo prawdziwe dobro daje prawdziwe szczęście.


piątek, 19 lutego 2016

O tym jak spotkałam Felka


 (Fot.: OSPZ Animals)

To miały być kolejne zwyczajne Święta Bożego Narodzenia spędzone w rodzinnym domu. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Wieczorem przed dniem wyjazdu odwiedziłam jeszcze supermarket, aby kupić trochę karmy dla psów i kilka opakowań psich smakołyków.  Zaplanowałam zatrzymać się w gminnej przechowalni dla bezdomnych psów. Chciałam  podarować dom tymczasowy starszej suni o imieniu Misia ...
Kiedy zajechałam pod bramę przechowalni na powitanie wybiegł mi nieduży, szary, pies. Pierwsze co w nim dostrzegłam to radość. Uśmiechał się, kręcił ogonem, biegał i skakał. Nie bardzo wiedział co ma ze sobą w tej radości zrobić. Przykucnęłam przy nim, a on przysiadł. Popatrzył mi w oczy. Miał zeza i śmiesznie odstające łyse uszy.  Popatrzył na mnie uważnie po czym zdecydował obdarować mnie psim całusem. Dopiero po dłuższej chwili zobaczyłam coś jeszcze, jego łapkę. Prawa, przednia kończyna była zdeformowana, wyglądała jak po źle zrośniętym zaniedbanym złamaniu. Wywinięta do przodu, mała, niefunkcjonalna, bezwładnie wisząca z przodu psiego chudego ciałka. Przykro było na to patrzeć, zwłaszcza ze świadomością, że to był wypadek, albo co gorsza, ludzkie okrucieństwo.
Pies nie przejmował się swoim kalectwem. Szalał z radości wokół worka karmy, który udało się w końcu wspólnie wytaszczyć z bagażnika.
No dobrze kulawy piesku, ale gdzie jest mała Misia? Suczka patrzyła na nas z pewnej odległości. Mieszkała w przechowalni już od dawna, była nieufna i zestresowana wizytą obcych. Obserwowała nas spokojnie, chociaż z dystansu. Wolotariuszki Stowarzyszenia opiekującego się przechowalnią powiedziały, że zgłosili się po nią ludzie, którzy chcą jej ofiarować dom stały. Zamierzają po nią przyjechać za kilka dni. Po dłuższej rozmowie postanowiliśmy Misi nie stresować dodatkową zmianą otoczenia na tak krótki czas. Zapadła decyzja, że poczeka ona w przechowalni na swoich nowych właścicieli.
Tymczasem piesek na trzech łapkach biegał wokół nas, z tą samą radością w oczach. Tak na prawdę to właśnie on był najbardziej potrzebujący w obecnej sytuacji. Przyjechał do przechowalni dzień wcześniej. Znaleziony na wsi, brudny, śmierdzący, głodny i bardzo zmęczony. Podobno błąkał się po okolicy od dłuższego czasu. Ludzie go przeganiali, obrzucali kamieniami. W końcu w swojej tułaczce trafił na swojego Anioła. Bał się ręki i człowieka. Nie chciał podejść. Na szczęście głód był silniejszy niż lęk. Pies na trzech łapkach był bezpieczny. Przynajmniej na chwilę. Awaryjnie pojechał do przechowalni dla bezdomnych zwierząt. Na drugi dzień wybiegł mi z radością na spotkanie.

I w ten oto sposób Felek stał się moim towarzyszem podróży, podróży przez codzienność, na dobre i na złe. Każdego dnia wnosi w moje życie wiele radości. Uczy mnie miłości, cierpliwości, empatii. Jest pogodny i radosny, uwielbia być drapany po brzuchu, kocha bawić się z psami. Jest towarzyski i bardzo dzielny. Pokazał mi jak wiele dobra i współczucia jest w ludziach, mimo wszystko. Ale o tym napiszę innym razem.

Misia, która nas do siebie przyprowadziła biega już dzisiaj za Tęczowym Mostem. Zginęła kilka dni później w wypadku samochodowym.